6 stycznia 2011

Chapter 10 "Karuzela"

Chapter 10
"Karuzela"

Otworzyłam oczy około 5 rano. Chora godzina, bo normalnie mniej więcej o tej zasypiałam, ale nie tym razem. Przeciągnęłam się i już chciałam wstać, gdy nagle poczułam szarpnięcie i głośny klakson, a sama znalazłam się na łóżku obok. Z całą pewnością moje lądowanie na tej osobie nie było przyjemne, bo chyba wbiłam jej łokieć w żebra.
-          Aua! Czyś ty zwariowała?!- wykrzyknął osobnik pode mną.
 Ufff... jak dobrze, że to był Jared, a nie jakiś nieznany mi człowiek. W końcu udało mi się stanąć na równe nogi i popatrzyłam na Leto. Trzymał się za żebra i patrzył na mnie zaszklonymi oczami. Oj... chyba coś mu zrobiłam.
-          Przepraszam,  nie chciałam.- szepnęłam.- Zrobiłam ci coś?
-          Dostałem od ciebie łokciem w miejsce, w które mnie wczoraj kopnęłaś.
 Schwyciłam jego dłoń i zabrałam z tego miejsca. Podwinęłam jego koszulkę i zobaczyłam wielkiego siniaka. Uuu.... Musiałam mocno mu przywalić skoro za każdym dotknięciem kulił się jakbym mu wbijała nóż w żebra. Bolało go z całą pewnością. Przyłożyłam moją chłodną dłoń do tego miejsca, a on westchnął z ulgą.
-          Czemu tak wcześnie wstałaś?- zapytał.
-          Jakoś tak... normalnie kładę się spać o tej porze.
 Pokiwał głową, a ja zabrałam już ciepłą dłoń z jego żeber. Miałam wielką nadzieję, że mu ich nie połamałam. Leto przykrył się kołdrą i położył na zdrowym boku patrząc na mnie. Ziewnęłam i popatrzyłam na schody. Cisza... odwróciłam głowę i spojrzałam na kanapę, gdzie siedziała Emma ze słuchawkami w uszach i pisała coś na laptopie. Naprawdę laska ciężko musiała harować skoro nadal tam siedziała. W pewnym momencie wyjęła słuchawki i zamknęła laptopa. Przetarła zmęczone oczy i popatrzyła w naszą stronę. Podniosła się i podeszła do nas.
-          Nie śpisz już?- zapytała mnie szeptem.
-          No, nie...
-          Och, to ja chyba pójdę się przekimać te kilka godzin. Dobranoc.- wyszeptała kładąc się w ubraniu na łóżku i momentalnie zasnęła.
 Odwróciłam się do Jareda i już chciałam się zapytać czy ona tak zawsze, gdy mnie uprzedził.
-          Tak... to jest właśnie Emma. Do 5 pracuje, a potem idzie spać na te 4 godziny. Swoją drogą to chyba zaraz znów zasnę... Tylko dam coś na twittera.
 Po tych słowach wyjął komórkę i zaczął czegoś w niej szukać. Usiadłam obok niego, a potem wręcz położyłam się obok, by zobaczyć, jak wybiera zdjęcie. Dodał jakąś ulicę i napisał jakieś kilka wyrazów, po czym wysłał w świat. Gdy to zrobił popatrzył na mnie i znów zaczął pisać. Tym razem nie chciał mi pokazać co pisze. Gdy skończył z chytrym uśmieszkiem odłożył telefon pod poduszkę i popatrzył na mnie.
-          Nie zimno ci? Wskakuj pod kołdrę.
 Zdziwiona przykryłam się materiałem i popatrzyłam na Jareda.
-          Zmieścimy się. No najwyżej spadniesz na ziemię, jeśli mi będziesz chciała zabrać poduszkę.
-          Co napisałeś na twitterze?- zapytałam.
-          A że... odpisałem na kilka twittów.
-          Jasne. Powiedz co tam napisałeś.
-          Napisałem, że znalazłem grzejnik.
-          Co?- powiedziałam już normalnym głosem podnosząc głowę i patrząc na niego jak na największego idiotę.
-          No grzejnik. O jezu, no o tobie napisałem. W końcu cieplej jest, jak ktoś obok ciebie leży, nie? Dlatego grzejnik.
-          Pojebało cię.- szepnęłam po polsku.
-          Co?- zapytał zdezorientowany.- Ej nie mów w swoim języku, bo nic nie rozumiem.
-          I masz nie rozumieć. Myślisz, że dlaczego w nim mówię przy tobie?
-          Idźmy spać. Mamy jeszcze 2,5 godziny do 8...
 Mówiąc to ziewnął i poklepał swoją poduszkę. Chwilę tak leżał po czym widząc, że nie mam na czym głowy położyć wyszeptał, że no niech mi będzie mogę jego ramienia użyć jako poduszki. Oczywiście nie skorzystałam, bo jakby to wyglądało. Jednak, gdy się obudziłam te 2,5 godziny później okazało się, że głowę mam na jego klatce piersiowej, a on obejmuje mnie ramieniem. Gdy otworzyłam oczy spostrzegłam, że wszyscy jeszcze śpią, a my stoimy w miejscu, nie jedziemy. Emma leżała na swoim łóżku z poduszką na głowie, a Jared... Chrapał! Uśmiechnęłam się nie chcąc go budzić i znów zamknęłam oczy. Czy kiedykolwiek w życiu bym pomyślała, że będę spać w łóżku Jareda? I to jeszcze z nim obok siebie? No nie ładnie, ale to jego wina, że nie miałam łóżka. Trzeba było mnie nie adoptować i...
-          Dzień dobry.- usłyszałam.
Chciałam już odpowiedzieć, gdy zdałam sobie sprawę, że Leto trzyma swoją blackberry w łapach i coś na niej pisze.
-          Czy ty umiesz się obudzić i nie dotykać telefonu?- zapytałam patrząc jak wystukuje na klawiaturze długie zdania.
 No dobra. Tym razem to nie był twittera, a sms, ale i tak. Kto normalny tak robi?
-          Czy...- zaczęłam zakłopotana.
-          Co?- od razu zapytał nawet przez chwilę nie przestając pisać.
-          Czy... Dostanę telefon? Chciałabym się skontaktować z przyjaciółmi, bo pewnie wszyscy są na mnie obrażeni, że się nie odzywam od prawie tygodnia. A wiesz... powinnam po koncercie się rozpisywać na wasz temat i...
-          Dobra, już cicho. Dostaniesz. Nawet dziś możemy pójść do sklepu i coś ci wybierzemy. Tylko nie jęcz.
-          Nie jęczę.- powiedziałam.
-          Niech ci będzie. Gdzie my dziś jedziemy? Chyba Birmingham. Chociaż... Tak! Birmingham.
Pokręciłam głową i zaczęłam się wiercić żeby wydostać się z jego ramion. Jay jak to Jay nie chciał mi ułatwić tego i udawał, że wcale nie zauważa moich starań. W pewnym momencie zamarłam słysząc głos Shannona, a po chwili i Braxtona. O nie! Nie chcę żeby mnie zobaczyli w jego rękach.
-          Śpiooochy! Pobudka!- wykrzyknął Olita.
-          Wstawać lenie! Jak nie to zacznę śpiewać!- zaczął straszyć wszystkich Shaniasty.- In theeee cooooold lighttttt offffff moooornig!
Zatkałam uszy starając się nie słyszeć, jak niejaki Shannon Leto profanuje jedną z najpiękniejszych piosenek na świecie. Boże! Słyszysz i nie grzmisz! Przecież tego po pierwsze nie da się słuchać, a po drugie my jeszcze niczym nie zawiniliśmy. No dobrze, może trochę poobijałam Jareda, zabrałam mu jego Blackberry i doprowadziłam go do szewskiej pasji, ale... ja naprawdę nie zasłużyłam na takie tortury.
-          Jareeeed!- jęknęłam, lecz aktor nic sobie z tego nie robił.- Błagam cię!
-          Shannon zamknij swój otwór gębowy, bo Emma dopiero co poszła spać.- mruknął młodszy Leto nadal pisząc na swojej komórce.
 Gdy perkusista wpadł do środka od razu podążył w naszą stronę. Widząc nas obydwoje zaczął się śmiać.
-          Może byś mi pomógł się od niego uwolnić, a nie się śmiejesz.- powiedziałam znów starając się wyrwać z jego uścisku.
-          No bracie, wiesz co! Żeby laska ci z łóżka uciekała... Co się z tobą dzieje Leto? A może mi brata podmienili?- zaczął mu dokuczać Shannon.
 Jared słysząc to jeszcze mocniej mnie do siebie przygwoździł i stwierdził, że wcale nie chcę mu uciec. W końcu po wielu błaganiach wypuścił mnie z objęć, a ja od razu znalazłam się w ramionach kolejnego Leto. Masz babo placek. Jak nie jeden to drugi. W końcu wyswobodziłam się i z jego ramion, po czym szybko stamtąd uciekłam siadając na kanapie przed telewizorem. Braxton już na niej siedział i oglądał wiadomości, które były wielce nieciekawe.
-          Jesteśmy już na miejscu?- zapytałam.
-          Tak. Byłaś kiedykolwiek wcześniej w Birmingham?
-          Nie... Co robimy przed koncertem?
-          Wiesz, nie mamy tu hotelu, więc musimy się nacieszyć tourbusem, ale... podobno jest tu ładny ryneczek. Z chęcią się tam przejdę.- stwierdził z uśmiechem przełączając kanały.
 Natrafił nagle na Mtv na którym leciało „Let me hear you scream” Ozzego Osbourne’a. Obydwoje spojrzeliśmy na siebie w tym samym momencie i zaczęliśmy śpiewać razem z wokalistą Black Sabbath. Po chwili obydwoje zaczęliśmy machać głowami i skakać po tourbusie. Nawet Jared już wstał i z uśmiechem przyglądał się naszej głupawce. Ucieszona podbiegłam do niego i machając głową zaśpiewałam mu „let me hear you yell”, a on z szerokim uśmiechem sam zaczął przytupywać nogą i po chwili już śpiewał ze mną, Braxtonem i Ozzym. Shannimal za to rozparł się na kanapie i patrzył na nas, jak na jakieś totalne przygłupy. Gdy piosenka się skończyła zaczęły się reklamy, a ja opadłam na miejsce obok starszego Leto, który skomentował naszą zabawę jako piękny pokaz artystycznych zdolności rozwrzeszczanych debili. Za to dostał ode mnie z pięści w ramię, oczywiście tak leciutko, dla żartów.
-          Za co?- zapytał udając, że go zabolało.
-          Za naśmiewanie się z nas.- powiedziałam wystawiając język.- A sam nie lepszy dał pokaz rano!
-          Schowaj ten język, bo ci go utnę.
-          Chciałbyś.- odpowiedziałam ze śmiechem i po chwili znów zaczęła lecieć muzyka.- O boże!- wykrzyknęłam i prawie zaczęłam piszczeć na widok kolejnego teledysku.
 Był to klip do „I write sins not tragedies” Panic! At The Disco. Od razu przypomniałam sobie Coke Live Festival i to, jaki występ dali tamtego pamiętnego dnia. Och ile ja bym dała żeby znów znaleźć się w Krakowie i słyszeć Brendonka. Swoją drogą to był jeden z moich ulubionych teledysków muzycznych jakiekolwiek istniały. Cudowny, mimo że dość normalny. Zakryłam mój skandaliczny uśmiech dłońmi i gapiłam się w ekran.
-          Żyjesz?- zapytał się mnie Braxton i próbował oderwać moje dłonie od twarzy.
-          Spadaj! Życie ci nie miłe?- zapytałam nawet na niego nie zerkając.
 Dopiero gdy piosenka się skończyła odwróciłam się do niego.
-          Chciałeś żebym cię zaśliniła?- zapytałam patrząc na niego spod przymrużonych oczy, a po chwili zobaczyłam w nich odrobinę strachu, więc zaczęłam się głośno śmiać.- Żartowałam przecież!
-          Kto takiej szmiry słucha?- rozległ się głos Tomo po autokarze i po chwili weszły włosy Tomo, a dopiero potem on sam.
-          Nie lubię go.- powiedziałam wskazując na Tomo.- Zgubiłeś grzebień?- zapytałam szczerząc do niego ząbki.
-          A tej co?- zapytał stając przy telewizorze.
-          Obraziłeś miłość jej życia.- powiedział bardzo poważnie Shannon.
-          Ej no! Myślałem, że to ja jestem miłością  jej życia.- włączył się do rozmowy wokalista batonów mrugając do mnie przyjacielsko.
-          Chyba w snach.- stwierdziłam.- Jakie są plany? Jared obiecałeś w nocy, że mi kupisz telefon.- powiedziałam bez ogródek.
 Shannon popatrzył na nas dziwnym wzrokiem i zapytał.
-          Co wy robiliście w nocy?
-          No wiesz...to co zazwyczaj się robi w nocy. Śpi.
-          A no i jeszcze próbowała mi połamać żebra.- zaczął się śmiać Leto.
-          A jej to nic nie rusza?- spytałam wskazując na Emmę, która uparcie spała pomimo tych wszystkich krzyków i wrzasków, zresztą jak reszta naszego drogiego autokaru.
 Bracia pokiwali przecząco głowami i stwierdzili, że trzeba ruszyć dupska i iść coś zjeść. Szybko przebrałam się w czyste ubrania i obmyłam twarz chłodną wodą. Gdy byliśmy już wszyscy gotowi uzgodniliśmy, że dzielimy się na mniejsze grupki i za 3 godziny spotykamy przy autobusach. Stwierdziłam, że wolę iść z Shannonem i Jaredem, niż z pozostałą resztą, więc tak też się stało. Doszliśmy w dobrych humorach do jakiejś pobliskiej kawiarni w której usiedliśmy. Niestety okazało się, że nie mają vegańskiego śniadania, więc musieliśmy szukać dalej. Całe szczęście, że kolejna kawiarnia serwowała vegańskie żarcie i nie była tak daleko. Ucieszona zamówiłam sobie cappucino i takie samo śniadanie, jak mój wielmożny ojciec. Shannon stwierdził, że nie będzie udawał królika i wziął sobie prawdziwe angielskie śniadanie. Co prawda Jared palił go wzrokiem, ale straszy chyba nic sobie z tego nie robił. Gdy w końcu przynieśli nam upragnione pożywienie, wszyscy rzuciliśmy się na nie. Nawet nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo jestem głodna. Bracia Leto po skończonym posiłku zaczęli dyskutować mi na obce tematy, więc ja popijając kawę zaczęłam się bawić serwetką. 5 minut później stanął przed nimi duży łabędź, a 10 minut później orchidea. Bracia przerwali rozmowę i zaczęli podziwiać moje dzieło. No i tak właśnie zaczęła się bitwa na origami pomiędzy mną, a Jaredem. Shannon tylko kibicował, bo stwierdził, że on się do tego nie nadaje. Shannon zapłacił za nasze śniadanie i stwierdził, że obydwoje wygraliśmy. Prychnęłam nie zgadzając się z takim rozstrzygnięciem i ruszyliśmy razem do najbliższego sklepu z elektroniką. W końcu w jakimś dziwnym centrum handlowym natrafiliśmy na idealny sklep. Shannon powiedział, że będzie w grach komputerowych, a ja z Jaredem ruszyliśmy do działu z telefonami. Przechodząc obok tych wszystkich modeli zaczęłam się zastanawiać czy aby na pewno nie wykorzystuję Jay’a. Ostatecznie stwierdziłam, że bardzo, ale jakoś okropnie mi to nie przeszkadza. Tyle razy ja fundowałam różne rzeczy ludziom, więc miło jak ktoś zrobił coś dla mnie. Jak się każdy może spodziewać zatrzymałam się przy stoisku z Blackberry. Od razu wiedziałam, który model chcę i zrobiłam błagalne oczy do Jareda. On tylko się uśmiechnął i poprosił jednego ze sprzedawców, by przygotował mu ten model do zakupu. Byłam z jednej strony zaskoczona, że tak szybko poszło, ale z drugiej to był Jared Leto- osobnik, któremu czas nie uciekł przez palce. Chociaż i tak najbardziej zaskoczył mnie tym, jak stwierdził, że prócz telefonu mam wybrać sobie jakiś odtwarzacz muzyki. W ramach podziękowania przytuliłam się do niego tak mocno, że zaczęłam się obawiać o jego żebra, ale przeżył. Prawie, że w podskokach przeszłam do danej alejki i zaczęłam się zastanawiać, które z urządzeń jest idealne dla mnie. Ostatecznie wybrałam ipoda, który mieścił 150GB muzyki. Coś idealnego dla mnie. Sprzedawca podał mi wybrany przeze mnie produkt i poszłam na poszukiwania braci. Lecz stwierdziłam, że zanim zajdę do gier, wpadnę do działu z płytami. Szybko zaczęłam się przemieszczać pomiędzy regałami i od razu wpadłam na Jareda, który oglądał debiutancki album grupy Hurts zatytułowany „Happiness”.
-          Dobry album i zespół.- powiedziałam uśmiechając się radośnie.
-          Widzę, że masz bardzo dobry humor.- stwierdził kładąc płytę na pudełku z blackberry.- Widziałaś coś dla siebie?
-          T..tak.- zająkałam się.
 Owszem widziałam płytę, którą chciałam mieć. Co prawda nie wiem z jakiego powodu, ale... chyba przez to mini dvd z trasy. Jared poprosił bym mu ją przyniosła, a ja nie wiedząc co zrobić odeszłam do alejki obok. Stanęłam przy „30” i wzięłam do ręki niebieską delux edition płyty This Is War. Chwilę się zastanawiałam czy ją zanieść Jaredowi, ale ostatecznie to zrobiłam. Schowałam ją za plecami i stanęłam przed nim. Chwilę patrzyliśmy na siebie, po czym wyciągnęłam niebieskie pudełko i pokazałam mu.
-          Dostałabym dodatkowo dedykację i autografy?- wyszczerzyłam ząbki.
-          A potem ją sprzedasz za jakąś niebotyczną sumę?- zapytał patrząc na mnie radośnie.
-          No...jeśli na nią naplujesz, albo w środku będą twoje nagie zdjęcia to pewnie z milion pójdzie.- zaczęłam się śmiać.
 Leto tylko wzniósł oczy ku niebu i położył płytę na Hurts. Chwilę jeszcze buszowaliśmy po alejkach powiększając nasz asortyment o 5 kolejnych płyty (w tym 2 moje) i poszliśmy do Shanimala. Stał on przed półką z grami strategicznymi i trzymał w dłoniach dwa pudełka. Chyba nie mógł się zdecydować, które wybrać. Dotknęłam jego ramienia, a on aż podskoczył, jakby kopnął go prąd.
-          Nie strasz mnie!- wykrzyknął na mnie.
-          Nie straszę! Nie wiesz, którą wybrać?
-          Nie. Czytam tylko opisy. Mam obydwie, ale jeszcze nie zdążyłem nawet na nie popatrzeć w domu.
 Jared coś mruknął do brata, by się pośpieszył i poszliśmy w stronę kas. Wychodząc ze sklepu byliśmy obładowani torbami, jak żaden z klientów. Wszyscy stwierdziliśmy, że czas iść do Starbucksa, więc tak też zrobiliśmy. Wszyscy w trójkę zamówiliśmy sobie kawy, choć jak dla mnie obydwaj Leto nie powinni się nawet dotykać tego napoju, bo i tak bez niego mają ogromne adhd. Wokalista od razu wręczył mi pudełko z moim maleństwem, a ja pomyślałam o mojej starej Blackberry, która spłonęła we wnętrzu samochodu... na samo wspomnienie tego wydarzenia zrobiło mi się jakoś tak dziwnie. Jakby wypompowano ze mnie powietrze, a moje oczy samoistnie zaczęły się szklić. Ukradkiem otarłam oczy i zajęłam się moim nowym przyjacielem. Rozerwałam folie i zaczęłam składać wszystko do kupy. Oczywiście jeszcze nie działał, bo bateria była nie naładowana, ale już samo to, że trzymałam to cacuszko w dłoniach sprawiało, że nie przestawałam się uśmiechać.
-          Kolejne dziecko uzależnione od blackberry. To chyba u nas rodzinne.- zaśmiał się Szynek, a ja popatrzyłam na mężczyzn, którzy od pewnego czasu mi się przypatrywali.
-          Oj no co? Zawsze marzyłam by mieć dobrą Blackberry, no... a że musiałam wydawać na wasze koncerty całą odkładaną kasę to...
-          Spoko młoda. Swoją drogą, chwaliłeś się już Klaudią na twitterze?
-          Nie! Ale zaraz to zrobię.- powiedział z uśmiechem, a ja popatrzyłam na niego niepewnie.
-          Czy nie mógłbyś pochwalić się dopiero, gdy powiem moim przyjaciołom co się ze mną dzieje?- poprosiłam.
-          A kiedy im o tym powiesz?- zapytał się tym razem Jared.
 Zamilkłam, tylko po to by po chwili wyszeptać, że „soon”. Mierzyliśmy się spojrzeniem i tym razem to ja odpuściłam. Zaczęłam udawać, że bawię się swoją nową zabaweczką. W końcu wyszliśmy z budynku i wolnym krokiem skierowaliśmy się w stronę autokarów. Jared milczał i ciągle patrzył się, a wręcz gapił na mnie, jakby dając mi do zrozumienia, że nasza rozmowa wcale, a wcale nie jest skończona. Przywitaliśmy się z resztą i uzgodniliśmy kilka rzeczy. Ja z Braxtonem, Timem i Shannonem postanowiliśmy iść na rynek, Shanimal ze swoim dzieckiem Nikonem, a reszta stwierdziła, że mają pracę. Gdy już szliśmy w stronę centrum miasta dogonili nas Tomo z Vicky. Tak więc tą dużą grupą doszliśmy do ryneczku, który był naprawdę śliczny. Może nie jakiś szczególny, ale miał swój klimat. Leto co chwila odwracał się od nas i zostawał w tyle robiąc zdjęcia. Widać było jak wielką frajdę robi mu bieganie z lustrzanką w łapie.
-          No bliżej siebie! Nie mam przecież szerokokątnego obiektywu!- zaczął krzyczeć do nas gdy ustawiliśmy się razem przy fontannie.- Tomo ogłuchłeś już doszczętnie?!
 Chorwat popatrzył na niego morderczym wzrokiem i objął mocniej swoją ukochaną. Chcieliśmy się już rozejść, gdy Braxton wymyślił, że mamy zrobić głupie miny i pozy. Zrobiliśmy to i szybko podeszłam do Shaniastego, by zobaczyć efekt końcowy. Musiałam się nieźle wykłócać, by mi pokazał to zdjęcie, ale w końcu je zobaczyłam, a wtedy wybuchnęłam głośnym śmiechem. Od razu zanotowałam sobie w myślach, że będę musiała utworzyć na facebooku album zatytułowany „witajcie w wariatkowie”. Zdecydowanie to zdjęcie będzie się nadawało na okładkę. Nagle usłyszałam krzyk Braxtona, więc od razu się odwróciłam. Latynos wskazywał dłonią na ogromną kolorową karuzelę stojącą na samym środku ryneczku. Widząc ją od razu odsłoniłam wszystkie zęby w uśmiechu i zerknęłam na resztę. Tomo pokiwał głową i razem z Vicky udali się w tamtą stronę. Braxton prawie skakał w miejscu ze szczęścia, prawie jak ja, a Tim po prostu ruszył z nami. Chłopcy kupili bilety na karuzelę i gdy tylko się zatrzymała, a małe dzieciaki wybiegły z niej podaliśmy kartoniki kasjerowi, który nas wpuścił do środka. Milicevic ze swoją dziewczyną, a raczej już narzeczoną usiedli w powozie ciągniętym przez dwie figurki koni. Tim usiadł jako woźnica, a ja z Braxtonem wskoczyliśmy na końskie grzbiety. Co prawda nie były one do jazdy, ale zarządzający tą karuzelą mężczyzna nas nie widział. Gdy już byliśmy na swoich miejscach karuzela ruszyła, a my z Braxiem zaczęliśmy się wydurniać. Zauważyliśmy, że Shannon robi nam zdjęcia, więc za każdym razem jak obok niego przejeżdżaliśmy robiliśmy jakieś dziwne miny. Przy przedostatnim kółku o mało co nie spadłam ze śmiechu, jedynie to, że Braxton złapał mnie za nogawkę uratowało mnie od zaliczenia gleby ze sztucznego konia. Akurat przejeżdżając obok Szynka wisiałam głową w dół cały czas się śmiejąc i przez to nie mogąc wspiąć się na grzbiet figurki, która w końcu też się poruszała w górę i w dół. Ostatnie okrążenie polegało na wciąganiu mnie przez Olitę na jego grzbiet i na Timie, który próbował jakoś nam pomóc. Gdy w końcu usadowiłam się na grzbiecie konia karuzela się zatrzymała, a mężczyzna posiadający tę karuzelę zaczął na mnie i Braxtona krzyczeć, że to nie są konie do jazdy. Ledwo co trzymając się na nogach wyszliśmy stamtąd i stanęliśmy w piątkę przed Shannonem.
-          Pokaż zdjęcia.- powiedzieliśmy równo z Latynosem.
 Szynek pokazał nam aparat, a my zaczęliśmy się śmiać.
-          Tim! Wyszedłeś tu jak Wilhelm Zdobywca!
 Basista wyszczerzył zęby i poklepał się dumnie po piersi.
-          A co myśleliście! Jasne, że zdobywca.
-          Ej patrz na to. Jak się nie obmacują to się całują.- rzucił Braxton i wskazał na kilka zdjęć Tomo i Vicky.
-          Oj daj im spokój, zakochani są.- odpowiedział Tim, ale Shannon z Braxtonem już się chichrali pod nosem.
-          Patrz na to! Szkoda, że nie spadłaś, bo to by była gleba stulecia.- stwierdził Shannon wskazując na zdjęcie, gdy leciałam głową w dół, a Braxton łapał mnie za nogawkę.
-          Uratowałeś mi życie!- wykrzyknęłam udając niezmierną wdzięczność.- Mój książe!
 Gdy to powiedziałam rzuciłam się na Braxtona ze śmiechem, a on mnie złapał i powiedział.
-          Ciebie zawsze mogę ratować księżniczko.
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać jakby dano nam gazu rozweselającego. Nie mogliśmy się w ogóle ruszyć, szczególnie jak słyszeliśmy chichot Shannona. Wtedy już nie było ratunku i wszyscy na nowo zaczynali się śmiać.
-          Okej, to co robimy? Która jest w ogóle godzina?- zapytałam zaraz po tym jak się zdążyłam uspokoić.
-          O boże! Już 14! Dobra, trzeba lecieć do reszty. Obiecałem pomóc młodemu ogarnąć papiery.- powiedział przerażony Shannon.
-          My z Vicky jeszcze pospacerujemy przy rzeczce, okej?
-          Co z obiadem?- zapytał Braxton.
-          Chodź na obiad. Zjemy coś.- stwierdził Tim i pociągnął Olitę w stronę knajp.- Do zobaczenia o 16 przed halą!
 Nie za bardzo chciało mi się jeść, więc poszłam za przykładem Shannona i ruszyłam wraz z nim do autokarów. Po drodze Leto kupił sobie jakąś kanapkę na ciepło, a mi... kupił jakąś z samymi warzywami, lecz postanowiłam ją dać Jaredowi, który pewnie od śniadania nic nie jadł. Tak też doszliśmy do naszego celu.

19 komentarzy:

  1. majcia115
    To jest zajebiste:)!!!!
    Masz talent dziewczyno:))))
    Ja chcę następne rozdziały:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Reed Brennan
    Baardzo mi się podoba twoje opowiadanie i z niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. tynekk
    hahaha po prostu mistrzowskie!
    zawsze mam taki ubaw z tego, że ledwo wyrabiam, przez co rodzice zastanawiają się czy to do końca normalne zeby tak sie smiac do ekranu xd

    a tak swoją drogą to jakby to sie dzialo naprawde… byłoby super :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Kama
    A więc… zajebioza totalna :D
    Grzejnik rozwala :D Ale to już wiesz :P
    Chrapał! Chrapał! Trza mu było strzelić po ryju! xD
    Śpiewający Shann! Szkoda, że nie pod prysznicem 8)
    Zakupy! Chce iść z nimi na zakupy! Mogę pchać wózek tylko, ale chce iść z nimi na zakuuuupy! ;(
    „- Obraziłeś miłość jej życia.- powiedział bardzo poważnie Shannon. ” jeeeeny <3 genialne!
    „- No…jeśli na nią naplujesz, albo w środku będą twoje nagie zdjęcia to pewnie z milion pójdzie.- zaczęłam się śmiać. ” xDDDDD
    I karuzela mega! Też chcę z ojcem na karuzelę! :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Zuzia
    So, według mnie, za dużo Jareda, za mało Tomo a Shanna jest OK :) Twoje opowiadanie jest świetne, prześmieszne, ma bardzo orydżynal fabułę i wogóle, lubie je. Czy mogłabyś informować mnie o odcinkach na gg: 1649947? Dzięki, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. nerdd
    podoba mi się ;>

    OdpowiedzUsuń
  7. Foxlater
    „Ej no! Myślałem, że to ja jestem miłością jej życia.”

    Zabiło mnie to
    Jared i jego skromność… :D

    „Kolejne dziecko uzależnione od blackberry. To chyba u nas rodzinne.”

    Taa..
    Jeszcze tylko Shannon musi się uzależnić i będzie rodzina „blackberrowców”

    A co do twojej prośby:
    Wg mnie to wszystie rodziały są zajebiste :D

    More plz :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Madeleine
    Ja czytam, ja, ja! :D przepraszam, takie małe adhd:) podoba mi się:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ellie
    Już się nie mogę doczekać następnego rozdziału! Kocham to opowiadanie. XD
    Klaudia nieźle załatwiła Jared

    OdpowiedzUsuń
  10. OniSia
    Twoje opowiadanie w jakiś dziwny sposób mnie zauroczyło. ;)
    Czytając je, banan nie chce zejść z mojej twarzy.
    Nie mogę się doczekać kolejnych części.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. bemben
    To jest genialne ! Przeczytałam dokładnie wszystko co napisałaś, każdą literke, każde słowo. Codziennie sprawdzam, czy jest next rodział :D
    Więc… Czekam ponownie na następny!

    OdpowiedzUsuń
  12. Lea
    strasznie mi się podoba! nie mogę się doczekać kolejnych chapterów ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. J.
    ogólnie zdziwiona jestem trochę, że mnie to opowiadanie wciąga :D powiem tylko tyle, że dialogi mogłyby być ciut realistyczniejsze, bo jakoś czasami kompletnie nie pasują mi do prawdziwych braci Leto i ich spółki. ale każdy sobie wyobraża to inaczej, wiadomo ;) no i ogólnie opowiadanie jest totalnie odrealnione, ale chyba o to miało chodzić…?
    ciekawa jestem jak to potoczy się dalej.
    xxx

    J.
    a, no i jeszcze fajnie by było jakbyś znowu napisała coś z perspektywy któregoś z Marsów :D fajnie tamto poprzednie się czytało.

    OdpowiedzUsuń
  14. majka92
    Historia faktycznie wciąga:) Sama nie wiem dlaczego ale z niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały:)Co do dialogów, to hmm trochę zaburzasz moją wizję chłopaków. Niektóre zwroty i wyrażenia kompletnie nie pasują mi do Jareda, Toma I Shannona. No ale to już wszystko zalezy od autora:) Widocznie Ty tak ich sobie wyobrazasz:)Mam tylko jedna powazna uwage. Wedlug opowadanie zmarły w wypadku bliskie Ci osoby…a Ty wogole o tym nie wspominasz! Klaudia zachowuje sie jakby nic sie nie stalo… powinnas wcisnac do opowiadania troche smutku, pokazac, ze nie mozesz przywyknac do tego co sie stalo itd… bracia Leto by Cie pocieszali, kilka rozmow psychologicznych i juz:P A tak wyglada to troche dziwnie. Cos na zasadzie „Ach, Jared jest moim ojcem i to co sie stalo nie ma w takim razie zadnego znaczenia” :/ Radzilabym popracowac nad tym:)Mówię to z czystej zyczliwosci:) Pozdrawiam i czekam na nowe rozdzialy!!:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Krzykuś
    Nie moge wyrobic. Pisze z podlogi, bo nie moge usiasc na krzeselku ze smiechu ”Obraziles milosc jej zycia” wymiata. Czekam na next chapter.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  16. Klaudia
    Co do sytuacji Klaudii jeśli chodzi o stratę rodziny będzie trochę w następnym rozdziale ;)

    A jeśli chodzi o dialogi.. Wiem o tym, ale by opowiadanie było zabawniejsze tak staram się je pisać. Chcę tutaj tylko niektórymi tematami wskazać czym się różnią medialni Marsi od tych prawdziwszych. Zresztą kto ich tam wie, nikt z nas raczej ich na tyle nie zna by wiedzieć jak oni się wysławiają do siebie, nie przed kamerą czy fanami (;

    OdpowiedzUsuń
  17. macchiato
    Świetne ;DD nie moge sie oderwac ;>

    OdpowiedzUsuń
  18. disgrracee
    hahaha zawaliste to jest :D

    OdpowiedzUsuń